środa, 14 września 2016

Maszyna rozgrzana ---> szyję!



Szyję i maluję ...
Taki seterek, na torebusi, frunie do Niemiec.
Oczywiście Len i akryle, jakżeby inaczej :)












Miłego dnia, lato wróciło - Ala.

wtorek, 13 września 2016

Sposób na sobotę

... a dzisiaj wtorek.  :)
Ostatni weekend spędziłam na "kreatywnych robótkach", z moją Mamą, realizując pewien przesympatyczny projekt dla dziecięcego hospicjum. Miało to być coś, na zasadzie reklamy, promocji, a w zamian, pewna szwecka firma ma wyposażyć salkę dla dzieciaczków.
Od firmy otrzymałyśmy ubranka Pippi - koszulka, spodenki, pończoszki. I miałyśmy stworzyć z tego "coś", nie skonkretyzowano co. :)
Więc uszyłyśmy lniana lalkę, Pończoszankę. I tak na krojeniu, szyciu, kawie, płoteczkach i wygłupach minął nam sobotni dzień.
Bardzo miło spędziłyśmy czas, przy okazji robiąc coś dobrego i wracając wspomnieniami do opowiadań Astrid Lindgren. Oj, gdy byłam mała lubiłam bardzo. Najpierw czytała mi Mama, a później sama, godzinami zaczytywałam się w "Braciach lwie serce", "Dzieciach z Bulerbyn", "Ronji córce zbójnika" i tomach z przygodami Pippi właśnie. Do tej pory, gdy miewam "dołek" lubię sięgnąć, po sfatygowana książkę i wertując strony, z kropiastym koniem u boku i małpką na ramieniu uciec na chwilę w  świat dziecięcych marzeń.
A wy jak wspominacie twórczość Astrid? Lubiłyście jej książki, może czytacie swoim dzieciom?

"Dzieło" naszych rąk poniżej. Pippi na zdjęciach nie ma jeszcze rudej peruki z włóczki i warkoczy, ale tu odwołuję się do Waszej wyobraźni, bo wiem, że ją macie. :)
Ściskam mocno - Ala.








wtorek, 6 września 2016

Krzesła i koronki

Dzień dobry!




Kocham len. Najbardziej ze wszystkich materiałów. Za naturalność, za kolor, za fakturę, za tą jego pogniecioną naturę. Za zapach... Dla mnie im starszy tym lepszy i piękniejszy,
z reszta podobnie jak z drewnem. Im bardziej sfatygowane czasem, tym bardziej się nim zachwycam.

Ostatnio dorwałam kilka starych, lnianych, żołnierskich worków. Z dwóch uszyłam "ubranka" na krzesła. Proste i surowe jak materiał z którego powstały. Lubię proste formy.
Na tyłach umieściłam transfer, obraz przeniesiony dość niedbale.
Nóżki krzeseł pociągnęłam rozbieloną szarością. Przyjemna to była praca.
Choć nie obyło się bez ofiar, bo przy ściąganiu starej powłoki z nóżek spaliłam moja opalarkę :/
Jak wyglądały potworki PRZED - można zobaczyć na dole.
Nie zmieniałam tapicerki a jedynie ją wyszorowałam porządnie i podreperowałam. Wybrałam opcję ze ściąganymi pokrowcami by można było je prać, dla mnie to praktyczniejsze rozwiązanie.
Przy okazji; czy macie patent na skuteczne i szybkie pozbycie się zapachu starej, zagrzybionej piwnicy z tkanin? Len prałam 6 razy w rożnych środkach i temperaturach, nim "efekt wonny" był dla mnie akceptowalny. W pewnym momencie już zwątpiłam.









Na koniec podzielę się z Wami moimi zdobyczami. Miały zostać wyrzucone. Dla kogoś śmieci, dla mnie prawdziwe skarby :)
To były pościele. Ręczny haft francuski, dziergane koronki. Przepiękne i już mam na nie pomysły.
Z tego powstanie obrus - wystarczyło odpruć górę poszewki, i odplamić, jeszcze tylko wykończyć brzegi. Bajeczny prawda? Nawet taki niewyprasowany, cudo :)












A tu hafty, też powłoczki z kołder i podusi. Na jednej są wyszyte inicjały...









Mam jeszcze kilka poszewek na jaśki, ale te zostaną w oryginalnej wersji bo dobrze zachowane i kiedyś przyozdobią sypialnię.




Milusiego dnia - Ala. xxx







poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Kuchnia w czterech odsłonach - część 1.

Witajcie :-)





Dzisiaj, dawno obiecywana kuchnia.
To co Wam pokażę, podzieliłam na cztery części, które  będę publikować w pewnych odstępach - cztery strony, cztery ściany do wykończenia. Tak chyba będzie wygodniej.
Zdjęć multum... bo jak zwykle miałam problem z wybraniem kilku. Chcąc pokazać jak najwięcej.
Poniżej naszkicowałam układ, myślę, że da to lepsze wyobrażenie o całości.
Starałam się plus-minus zachować proporcje.



Dzisiaj przedstawiam prawą stronę.
Zdjęcia są jakie są, bo od kilku dni ciągle pada i cieżko o dobre światło. Starałam się wybrać najlepsze. No to zaczynamy. - KUCHNIA _ ODSŁONA PIERWSZA -
Całość wykonałam z materiałów odzyskanych i tych które zalegały w czeluściach domowych - rozpoczęta paczka boazerii, resztki gresu pozostałe po kaflowaniu ganku.
Zakupiłam kleje, farby, lakiery i woski oraz 5 porceloanowych gałek do mebli. Jak wyglądało to wszystko, gdy zaczynałam prace możecie zobaczyć TUTAJ--> LINK.
Celowo unikałam pieczołowitych wykończeń i dopracowanych szlifów, starając się zachować nieco surowości. Całość jest mieszanką różnych styli, choć największa inspiracją był dla mnie cottage, który uwielbiam całym sercem.



Pewnie nie jest idealnie, ale zważywszy, że całość wykonała ręka położnej, a nie rzemieślnika, myślę, że jest nieźle. Z pewnością brakuje jeszcze paru detali, które uzupełnię z czasem.
Drewno zabezpieczyłam woskiem - uwielbiam, jedynie deski boazerii pokryłam lakierem, z obawy przed trudnościami z utrzymaniem czystości. Teraz pewnie bym je również zawoskowała.
Blaty zrobiłam z gresu, takiego "na zewnątrz". I muszę przyznać, że jest to hiperpraktyczne rozwiązanie, bez obawy można stawiać gorące garnki bezpośrednio na kaflach; świetnie się też czyści.
Początkowo o zawrót głowy przyprawiały mnie białe fugi, które bardzo mocno się brudziły i raz na kilka dni "leciałam" po całości z wybielaczem. W końcu wpadłam na pomysł, by wetrzeć w nie wosk i to rozwiązanie świetnie się sprawdza.
Z frontów szafek zeszlifowałam całość lakieru - i to była najtrudniejsza część prac. Pomalowałam na biało farbą akrylową, wykonałam przecierki, dość mocne, by nie chować całości drewna pod farbą, całość zabezpieczyłam woskiem.
Wnętrze szafeczek pokryłam rozbieloną szarością. Na półki uszyłam cukierkowe podkładki.
Zamiast szybek wstawiłam siatkę hodowlaną - bardzo mi się podoba :)
Uchwyty meblowe pozostawiłam oryginalne. Kilka jednak było połamanych i w miejsce tych, celowo wstawiłam zupełnie inne - porcelanowe.
Ze względu na drzwi, które wmurowane są dość blisko ściany, nie mogłam ustawić pełnego ciągu szafek. Wolną przestrzeń zagospodarowałam wieszając drewnianą półeczkę z deski i stary metalowy wieszak. Zbudowałam tez węższy regalik z półkami. Mieszanina różnorakich deseczek i listewek.
Mam wiele pomysłów na zagospodarowanie tego kącika. Na razie ustawiłam tu moją kolekcję emaliowanych "cudasiów" - mam słabość do emaliowanych naczyń i miseczek. Z resztą podobnie jak do grubej, masywnej ceramiki i herbacianych imbryczków (które namiętnie zbieram).

















Wieszaczek na zioła? - bardzo proszę :)







Całość przywodzi mi na myśl domek dla lalek.



Mam nadzieję, że Wam się podoba?
Ściskam cieplutko - Ala.