wtorek, 29 marca 2016

Dębowy stół

Dzień dobry :)


Zrobiłam stół, z drewnianym, bielonym blatem. Stół z wiekowych, dębowych desek.
Taki stół, przy którym będziemy pili poranna kawę. Stół wokół którego oplatać się będzie rodzinna codzienność.


Gdy tylko rzuciły mi się w oczy stare dębowe parapety, od razu wiedziałam, co z nich powstanie, czekały tylko na wenę, chęć i odrobinę czasu...
Domyślam się, że parapetowe dechy mogłyby opowiedzieć nie jedną historię. Mocno sfatygowane, niegdyś dzielnie dźwigały donice z kwiatami (zostały po nich ślady). Przez kilkadziesiąt lat były świadkami domowych dziejów.  Lubiły tak podpatrywać, z perspektywy okna, nieśmiało kryjąc się za firanką, lubiły zwłaszcza w długie zimowe wieczory, gdy grzały się, skrzypiąc i przeciągając w cieple, najpierw kaflowych pieców, później kaloryferów.  Aż przyszła moda na plastikowe okna i parapety... Wyrwane, porzucone w starej szklarni, zapomniane. Zaprzyjaźniły się z deszczem i z mchem. Nieco powyginały, zdrętwiałe z zimna i wilgoci.
Samotnie im było i smutno...


Najbardziej obawiałam się, że nie uda mi się ich prosto dociąć na równą długość. Bo odcinałam ręcznie. Ale z tym poszło gładko.
Szybko okazało się, że dawno nie pracowałam z tak twardym drewnem. Dzielnie stawiały opór. Jakby się uniosły honorem, za to długotrwałe odrzucenie. Spaliłam ukochana szlifierkę i złamałam kilka wierteł, nawiercając otwory na śruby. Ugięły się dopiero pod tymi do betonu.
Sporo pracy i czasu włożyłam nim swoim wyglądem zaczęły przypominać blat. Nie było łatwo wygładzić upływ czasu. Bo stół ma być prosty, jak mówią. Nieco znamion wieku pozwoliłam im zachować.
Tak wyglądały po wstępnym oczyszczeniu, oszlifowaniu i " naprostowaniu". Pierwsze przymiarki całości. Blat ma wymiary 130/80 cm.


Szlifowanie, klejenie i skręcanie blatu było najbardziej pracochłonne, później już z górki.
Udało mi się znaleźć sosnowy stelaż i drewniane, zaoblone nogi. Pomalowałam białą farbą, zrobiłam lekkie przecierki i zabezpieczyłam lakierem.
Na koniec zamontowałam charakterne, uparte parapety.
W pierwotnym założeniu blat miał być matowy, bardzo spodobało mi się jednak, jak pięknie błyszczący lakier podkreśla usłojenie drewna i na razie, zostawiłam błyszczącą powłokę, jak mi się znudzi, pociągnę matem.


Przyznam nieskromnie, że ogromnie mi się mój stół podoba, sielsko się zrobiło w kuchni  :)
Deseczki chyba też zadowolone, już nie tak nieśmiałe, bo w sercu domu stoją.
A tu jeszcze - - -




--- moje psiunki. Słodkie są w tym przeświadczeniu, że jak pańcia coś montuje, to dla nich.
Baniaki z wodą służyły jako obciążenie przy naprostowywaniu i klejeniu desek.
Tu już bielony, wykończony blat. Użyłam pasty wybierającej. Lubię z nią pracować, zwłaszcza na bejcowanym drewnie, bo nie wybarwia się od bejcy jak farba. Bejcy użyłam by wyrównać nieco kolor desek.



I gotowy stół.




Zdjęcia robione nieco z ukradka, moja kuchnia nie jest jeszcze wdzięcznym elementem do fotografowania. Wykończona na tyle, by można było w niej gotować. Dopiero zaczynam urządzać.
Niewątpliwym jej atutem są kilkudziesięcioletnie, ręcznie wykonane, dębowe meble.
Mój dom, to dom z historia. Można powiedzieć, że jesteśmy czwartym pokoleniem które tutaj mieszka. Dziadek poprzednich właścicieli był stolarzem. Zostało po nim sporo starutkich, zapomnianych, narzędzi w piwnicy, z niektórych chętnie korzystam. Ocalało też kilka ręcznie robionych, meblowych perełek. Takich właśnie jak kuchenne meble. Mebelki zostały wymienione na tradycyjną kuchenną zabudowę i wyniesione do piwnicy. Tam niszczały. My po przeprowadzce wyczyściliśmy je i umieściliśmy w naszej docelowej kuchni. Dla mnie są przepiękne. Jednak wymagają odświerzenia, są mocno zaniedbane. Przyznam, że już dłuższy czas zastanawiam się czy zedrzeć stary lakier i po prostu je polakierować na nowo, czy pociągnąć białą farbą.
Wiecie, taki dylemat czy ta biała farba, którą na meblach uwielbiam, nie będzie dla nich profanacją?

Przy okazji... Dostałam dwa piękne, gięte krzesełka. Jeszcze nic z nimi nie robiłam. Zastanawiam się czy zdzierać z nich farbę i malować, czy tylko wyczyścić, wzmocnić i zostawić jakie są, bo cudne są w tym swoim "obskrobaniu". Co myślicie?







Serdeczności przesyłam - Ala.



sobota, 26 marca 2016

Świąteczne życzenia :)



Kochani!


Niech ŚWIĘTA Zmartwychwstania Pańskiego
będą Wam Nadzieją i autentycznym spotkaniem z kochającym Bogiem,
także w drugim człowieku.
Serdecznie Was ściskam i pozdrawiam.
Dobrych, zdrowych, spokojnych, z Radosnym Pełnym Nadziei ALLELUJA Świąt Wielkiej Nocy,
dla Was i Waszych Bliskich.


Wesołych Świąt, życzy Ala.







wtorek, 8 marca 2016

Remont łazienki za grosze


... ot taki "wymowny tytuł"...

Dzień dobry :)



Dzisiaj bardzo długi post, będzie sporo zdjęć.
W zamyśle na blogu miałam zamieszczać tylko moje "hand-made", wiec długo zastanawiałam się, czy publikować również zdjęcia mojego domku.
Jednak jeżeli większość tego, co się w nim znajduje wykonałam sama, to czy nie jest to swoistego rodzaju rękodzieło? Dlatego pewnie, co jakiś czas, pojawią się posty opowiadające o moim mieszkanku, swoisty pamiętnik tego jak powstawało i ewoluowało.
Tytułem wstępu, jeszcze kilka słów o moim domu. Dom jest stary, choć nie tak bardzo stary jakbym chciała (czasem trzeba pójść na kompromis z mężem, by spełniać marzenia), to klasyczny "klocek" z lat 50. Za to otoczony olbrzymim całkowicie zaniedbanym, zdziczałym ogrodem.
Parter, zaadaptowany na tyle, by można było tu funkcjonować i piętro - do totalnego remontu. Jest też przepastna piwnica, w której kryje się nieco zapomnianych staroci i szpargałów, które ocaliłam przed wysypiskiem.
Przenieśliśmy się z maleńkiego mieszkanka w bloku. A całym naszym dobytkiem była jedna kanapa, stół z krzesłami, nieco AGD  i sypialniana szafa. Cała reszta wyposażenia powstaje powolutku, z tego co wyszperam w czeluściach piwnicy, zbuduje, albo przytaszczę, bo porzucone i smutne.
Stopniowo wymieniam wszelkie plastiki (a poprzedni mieszkańcy musieli pałac ogromnym zamiłowaniem do tego materiału) na drewniane elementy.
Lubię ten mój domek.
Tak więc zapraszam Was w moje skromne progi, rozgośćcie się, zaparzę kawę :)


Łazienka, strasznie stara i zniszczona, tandetny "Gierek", aż krzyczał; wyłożona bordowymi, ciemnymi kaflami, do tego wszechobecny, pożółkły plastik. Na gruntowny remont nie mogliśmy sobie pozwolić.
"Dało się z niej korzystać.", więc to nie sprawa pierwszorzędna, są wciąż ważniejsze rzeczy, jak np. wymiana dachu, instalacji grzewczej, czy pieca.
Tyle że ja już nie mogłam na nią patrzeć...





Oczywiście przypomniałam sobie o zdjęciach "przed" jak już zaczęłam remontowanie, stąd to pobojowisko ;)














I tak poszperałam trochę, poczytałam o farbach, powstał jakiś zamysł, a dalej to już z rozbiegu.
W myśl zasadzie, że, co by nie powstało, i tak gorzej już być nie może ;)
A pomieszczenie w przyszłości i tak czeka gruntowny remont, więc efekt nawet nie musi być specjalnie trwały, przy okazji miałam pole do eksperymentów.
Pomieszczenie w kształcie litery "L", wciśnięte w wolna przestrzeń pod i między schodami na piętro, a schodami do piwnicy. Wąskie i mało ustawne.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam, to odkręcenie wszystkich "syntetycznych" elementów, co tylko mogłam. Kolejnym etapem było malowanie kafli.
 Przy wannie i umywalce, czyli w miejscach narażonych na intensywne użytkowanie, użyłam farb dedykowanych do łazienki, pozostałą cześć, po prostu zagruntowałam Fluggerem i pomalowałam zwykłą emulsją akrylową do drewna i metalu.
Koszty farb i gruntu to jedyne koszty całego przedsięwzięcia (zużylam 2 puszki gruntu i 5 puszek farby), pozostałe elementy znalazłam, przerobiłam lub zrobiłam samodzielnie z tego co miałam.
Wybrałam matową biel. Marzyło mi sie uzyskanie "efektu bielenia wapnem", jak u mojej babci na wsi, pamietam pobielone kafle pieca i gliniane bryły tworzące komin i zapiecek, tak sielsko.
Kafle w łazience są stare, mają multum ubytków, położone bardzo nierówno. Co dodatkowo potęguje efekt sielskosci (dla mnie).
Farby położyłam 5 warstw, nie licząc gruntu, przeklinając przy tym w myślach, co mnie naszło z tym malowaniem, bo nie mogłam zakryć jasną farbą ciemnobordowych kafli.
Masakra... w sumie mogłabym jeszcze jedna warstwę farby położyć, dla idealnego efektu, stwierdziłam, że może kiedyś, dla odświeżenia, nie ma być idealnie.
Borykałam się też, z jeszcze jednym problemem, a mianowicie z jednej ze ścian odpadło kilka kafli. Kafle kładzione starym sposobem "na cement".
Potłuczonych kafelków, na nowo, przykleić nie mogłam, wpadłam na pomysł by zdjąć płytki z całej ściany, jak pomyślałam, tak zrobiłam, a efekt przeszedł moje oczekiwania, tworząc cudowną strukturę przypominającą gliniane, połatane bloki. No cudo :)
















A teraz zdjęcia po przeróbkach:






Krzesło dostałam. Znajomi likwidowali ogródek działkowy. Jestem w nim absolutnie zakochana. Umyłam tylko porządnie i zabezpieczyłam warstwą akrylowego lakieru by spowolnić dalszą korozję
.



Szafkę pod umywalkę już pokazywałam.






Kinkiet nad lustrem, obszyłam lnem z nadrukiem. "Carpe Diem" wchodzę rano do łazienki i uzmysławiam sobie, by chwytać każdy dzień ;)
Mam w zanadrzu bardzo starą oprawkę, taką, jak w kopalniach, ale przy prądzie nie grzebię, prąd mnie nie lubi, poczekam, aż znajdę kogoś kto mi ją zamontuje.




Pokazywałam, też, szafę na szpargały, wszystkie przybory łazienkowe, ręczniki, kosmetyki mieści idealnie. Żabki i kółka wymieniłam już na mosiężne.



W piwnicy wygrzebałam lustro, w drewnianej prostej ramce, chyba pochodzi z Ikea? Ramkę machnęłam pędzlem na biało.




Lampa "chmurka". W pierwotnej wersji łazienki jej nienawidziłam. Planowałam wymienić, ale odnoszę wrażenie, że świetnie wpasowuje się w obecny klimat. Zostaje. :)




Tę wnękę jeszcze muszę zagospodarować.















I mój wieszaczek ze znaleźnej deski.





Ha, a pod nim pamiętny kosz, co to uparcie chciał pozostać w modnym kolorze "rose quartz" - nie dałam się, uszyje mu jeszcze lniane "ubranko" ;)




A takie piękne naręcze tulipanów dostałam od mojego M. na Dzień Kobiet, czyż nie są prześliczne?









Po przemianie jest bez porównania jaśniej, przestronniej i przede wszystkim czyściej, chyba też troszkę romantycznie? Biel jest o tyle fajna, że można całkowicie odmieniać wnętrze operując kolorami dodatków :)
Efekt, który Wam pokazuję nie jest jeszcze ostateczny, ale zostały już właściwie detale, chciałabym wymienić armaturę, zamontować duże lustro, wymienić parapet na drewniany, zamontować roletę w oknie, bo odpadła i wykończyć "wnękę kibelkowa" bo trochę pusta mi się wydaje, doprowadzić do ładu podłogę, bo są na niej nacieki z czegoś, nie wiem z czego, czego nie mogę za Chiny usunąć, a wygląda okropnie, jak brudne. Ale to już innym razem ;)