piątek, 22 lipca 2016

Lampa ze starego nosidła do wody


Zrobiłam sobie lampę do kuchni.
Pamiętacie stare "nosidła" do wody? Mój dziadek taszczył na takim wodę ze studni. Była lodowato zimna i pyszna :)
Kojarzy mi się z dzieciństwem, z wakacjami u babci, na Kaszubach... Z sielskością i szczęściem.
Jak tylko znalazłam takie nosidło w piwnicy, od razu wiedziałam co z niego powstanie. Pracy nie było dużo. Najgorsza część to pozbycie się drewnojadów, później z płatka. Pociągnęłam je tylko pastą wybielająca, żeby nie wydawało się takie ciężkie i żeby wydobyć fakturę, zainstalowałam oprawki. Efekt poniżej. Ja jestem zakochana :)





















Ciężko mi robić cokolwiek do domu. Ciężko, bo nie wiem czy jutro jeszcze tu będę mieszkać.
Nie wiem co będzie jutro. Więc wszystko wydaje się bez sensu. Życie bez przyszłości.
Kochałam mój dom. Jak tylko pierwszy raz postawiłam w nim stopę czułam, że będzie nasz.
Że będziemy tu szczęśliwi. I byłam szczęśliwa. Widać tylko ja...
Okazuje się, że dziesięć lat małżeństwa, że przysięga, że miłość, wszystko to nic i nic nie znaczy.
Jestem na lekach i juz nie płaczę, a może nie mam siły juz płakać. Czuje się pusta. Jest ciało, ale nie ma juz mnie.




A tak pięknie za miedzą, kilka kroków od domu.

Kochałam to miejsce.